Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Rozdział I

Rozdział I

Biega. Wspina się. Ucieka. Walczy. Nawet podczas snu jest zwarta i gotowa do ataku. Pomimo, że zegarek wskazywał godzinę 15:00 nadal spała przykryta ciepłą kołdrą z wtuloną w poduszkę twarzą. Wszystko wskazywało na to, że jest w bardzo głębokim śnie i nie ma zamiaru wstać.
- Znowu śpi. - Mruknął mężczyzna z naciągniętym na oczy kapeluszem w paski zielono-białe, spod którego wyłaniały się płowe blond włosy. Spokojnie pił gorącą herbatę. - Kurodo obudzisz Michiro.
- A-ale... a-alee... O...o...ona... m...ma...wę-ęża. - Wyjąkał mężczyzna siedzący na przeciwko Urahary. Miał na nosie okulary, a jego twarz zdobiły cienkie wąsy. Włosy zaś miał w dwóch kolorach  - czarne po prawej stronie, po lewej żółte. Ubrany był w białą koszulę i szary krawat pod kolorowym garniturem. Na głowie miał szary kapelusz.
- W takim razie ty pójdziesz... Jinta. - Kapelusznik zwrócił się do mężczyzny o czerwonych włosach zaczesanych do tyłu. Który miał na sobie koszulę z podwiniętymi rękawami i kołnierzykiem.
- Pewnie. Idę obudzić tą małą. - Odsunął krzesło od stołu i pomaszerował do pokoju w którym spała młoda kobieta wyglądająca na mniej więcej 20 lat. Włosy sięgające łopatek były strasznie niesforne pod względem kolorystycznym. Nawet podczas snu zmieniały kolor z brązowego na fioletowy i na odwrót. Cera biała, gładka. Chociaż usiłowała zmienić kolor na bardziej opalony, wszelkie starania kończyły się niepowodzeniem. Znakiem charakterystycznym był maleńki pieprzyk na dolnej wardze w lewym kąciku ust. Odcień oczu koci, trzy zmieszane ze sobą kolory: zielony, szary, niebieski. Ciało miała bardzo delikatne w dotyku, jak płatki róż.
- Michira... - Podszedł do dziewczyny, złapał za ramię i potrząsnął. - Wstawaj.
- Odejdź albo pożałujesz... - Wymamrotała przez sen.
- Urahara kazał ciebie obudzić.
- Nie interesuje mnie, kto tutaj ciebie przysłał. Ja... chcę...spać... A każdego, kto mi to uniemożliwi rozgniotę w drobny pył. Jasne? - Wysyczała zaciągając kołdrę na głowę.
- Inni pracują, a ty się lenisz?! - Fuknął Jinta.
- Ja im kazałam? Nie. Zatem... dobranoc.
- Długo masz zamiar, tak spać Michira?
- Do usranej śmierci...
- Zatem powinnaś już wstać. Mało tutaj jej biega?
- Mam zamknięte oczy... Nie widziałam. A teraz daję tobie ostatnią szansę. WYJDŹ!
- Zwlokę cię z łóżka. - Zagroził.
- A tylko spróbuj.


Po domu rozniósł się wrzask kobiety tak donośnie, że szyby zaskrzypiały. W ciągu krótkiej chwili dom zaczął się trząść, jakby fundamenty postawiono na ruchomych piaskach, a nie na odpowiedniej ziemi.
Kurodo wystraszony wskoczył pod stół. A Urahara jakby to było coś nadzwyczaj normalnego, spokojnie popijał herbatkę. Było słychać odgłos tłukącego szkła. Trzask drzwi, lecz dopiero gdy przed oczami Kapelusznika przebiegł Jinta, a za nim pomknął wodny pocisk, Uraraha wstał od stołu. W tym momencie pocisk wyleciał przez otwarte okno i trafił w drzewo zmieniając je w równe klocki do kominka. Jinta z ledwością zdążył ukucnąć.
- Michira... Moja mała, kochana Michira. - Podszedł do młodej kobiety i przytulił ją do siebie.
- Raczej twoja "wkurwiona Michira" i... nie jestem mała! - Fuknęła rozdrażniona.
- Ależ oczywiście maleńka... jesteś wieeeeeelka. - Wyszeptał blondyn głaszcząc kobietę po głowie. - Szkrabie, znowu twoje włosy są dwukolorowe. - Powiedział z przejęciem przeczesując palcami fioletowo-brązowe pasemka.
- Bo ten idiota nie pozwolił mi się ustabilizować przed obudzeniem! - Wrzasnęła niezadowolona. - A każdy wie, że mnie się nie budzi!
- Szkrabie wypij herbatkę i się uspokój. Na pewno zaraz ci przejdzie.
- Mi przejdzie dopiero, gdy go dopadnę! - Spoglądając w stronę Jinta'y usiłowała się wyswobodzić z objęć sklepikarza i rozwalić czerwonowłosego, lecz tkwiąc w mocnym uścisku mężczyzny nie zdołała się poruszyć chociażby o milimetr.
- Ale sama przyznaj, że spanie do 15:00 nie jest niczym normalnym.
- Wybacz, że odziedziczyłam to po ojcu. Zawsze mogłam po listonoszu. - Fuknęła oburzona. Urahara złapał dziewczynę za ramiona i posadził na krześle obok siebie.
- Musisz coś zjeść.
- Nigdy nie jem po obudzeniu. - Skrzyżowała ręce na stole i ułożyła na nich podbródek.
- Ale śniadanie jest bardzo ważne w życiu młodej, dorastającej osoby. - Mówił poważnym tonem.
- Ja już dorosłam.
- Nie kochanie, nie dorosłaś.
- Jaaasne. - Mruknęła poirytowana, kątem oka spoglądając na shinigami. - Jest pora obiadowa, nie śniadaniowa.
- Tym bardziej powinnaś coś zjeść. Od rana nic nie jadłaś. Ty mizerniejesz w oczach. - Zmartwił się.
- Czy ty nigdy nie będziesz poważny?
- Jestem bardzo poważny.
- Taaa... Oczywiście. Tylko skrzętnie ukrywasz swą powagę.
- Michiro... - Urahara nie zdążył sklecić odpowiedniej odpowiedzi, gdyż stanął nad nim Tessai oznajmiając, że dotarła nowa dostawa. - Porozmawiamy później. Jinta dopilnuj, aby Michira nie wstała od stołu głodna.
- Najpierw dopilnuję, aby mnie nie rozwaliła. - Przełknął ślinkę widząc jak wszyscy wychodzą i zostawiają go samego z dziewczyną, której morderczy wzrok i psychopatyczny uśmiech świadczyły tylko o jednym. Co prawda Jinta nie został sam, gdyż Kurodo został z nim. Lecz blondyn zamienił się w torebkę-króliczka, która schowała się pod jednym z krzeseł. Tylko co pewien czas wyglądał, aby sprawdzić czy Michira jest spokojna, po czym znowu się ukrywał.
- I co panie budzik? Zrobimy z twoimi wskazówkami porządek i je przestawimy? - Wstała z krzesła. Powoli podchodziła do czerwonowłosego, a z każdym krokiem można było odczuć jej złowieszczą aurę, która wbijała w oparcie siedzeń i zmuszała innych, aby marzyli o rozmyciu się w powietrzu.
- Chcesz walczyć? - Zapytał prężąc się i zaciskając dłonie w pięści.
- Ja tak, ale ty nie powinieneś. - Wysyczała przybierając postawę do ataku. Nim jednak zdążyła wyprowadzić cios, drzwi zostały otwarte i weszła kobieta o czarnych włosach i tego samego koloru oczach. Jej policzki pokrywał rumieniec. Miała na sobie białą koszulę oraz bordowy żakiet i różową spódnicę.
- Emmm... - Rozejrzała się dokoła.
- Wyszedł. Nowa dostawa. - Powiedziała Michira podchodząc do brunetki. - Mów o co chodzi.
- Emmm powinnam powiedzieć tylko...
- Ururu, mów... - Powiedziała głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- Mamy niezadowolonego klienta w knajpce. Chce złożyć skargę.
- Świetnie. Prowadź.
- A-ale...
- JUŻ! - Ryknęła. Ururu cicho jęknęła i już więcej nie usiłowała zaprotestować.

Zaprowadziła Michire do eleganckiej knajpki.


Stylizowana była na wnętrze starych zamczysk. Ściany pokrywały odpowiedniej wielkości kamienie. Meble były ciężkie, a okiennice wysokie zasłonięte grubymi firanami. Przy jednym ze stolików bukowych o lwich łapach z dostawionym krzesłem obitym czerwonym aksamitem siedział mężczyzna o szarych oczach i czarnych włosach, na których założone były porcelanowe spinki - kenseikan oznaczające szlacheckie pochodzenie. Wydzielały pasma włosów. Trzy z nich opadały na lewą stronę czoła, tworząc grzywkę. Nosił również białe tekko okrywające zewnętrzną część dłoni. Ubrany był w zwykły strój kapitana Shinigami. Wyjątkiem był jasno-seledynowy szalik wokół szyi.
- Słyszałam, że coś się panu nie spodobało. Zatem słucham.
- Najpierw wypadałoby się przedstawić. - Powiedział lustrując wzrokiem kobietę, która miała na sobie krótką seledynową piżamę z satyny.
- Tak, to prawda. Jako że jestem kobietą, a pan mężczyzną, pan powinien przedstawić się pierwszy.
- Wychodzenie do klientów w pidżamie jest brakiem szacunku.
- Ignorowanie kobiet jest oznaką złego wychowania. Rozumiem... - Pokiwała z rozmysłem głową. - Nie każdy zna podstawy wychowawcze.
- Jesteś bezczelna.
- Owszem, jestem. Ale ty bardziej.
- Nie przypominam sobie, abyśmy przeszli na "ty".
- Skoro zwracasz się do mnie na "ty" to sądzisz, że będę do ciebie mówiła per "pan"? - Wybuchła szyderczym śmiechem. - Dobry żart... Naprawdę.
- Chciałem porozmawiać z właścicielem tego lokalu.
- Jestem współwłaścicielką.
- Nie ma co się dziwić pracownikom, skoro właściciele tacy sami. - Spojrzał na pulpit stołu, gdzie stała szklanica z bursztynowym trunkiem. W małym metalowym wiadereczku nie większym od literatki znajdowały się kostki lodu, a na porcelanowym talerzyku leżały plasterki cytryny. - Chciałem whisky z lodem i cytryną... Razem.
- Widzisz z tym zachowaniem, to wychodzi tak, że zawsze usiłujemy dostosować się do poziomu reprezentowanego przez klientów. Nie nasza wina, że reprezentujesz sobą taki, a nie inny poziom. - Wrzuciła do szklanicy plasterki cytryny i kostki lodu, zamieszała. - Trzymaj. - Podsunęła trunek pod twarz mężczyzny.
- Co tu się dzieje? - Zagrzmiał Urahara pojawiając się przy stoliku. - Miło mi witać kapitana Byakuye. - Powiedział z uśmiechem właściciel.
- Personel pracujący w tym miejscu zachowuje się jak stado dzikich zwierząt wypuszczonych z zoo. Zwłaszcza tą młodą pannę trzymałbym w izolatce. - Spojrzał znacząco na Michiro.
- Przeproś pana. - Zażądał Urahara.
- Jak on przeprosi mnie, to ja przeproszę jego. - Mruknęła.
- Michira, co się mówi? - Zagrzmiał Kapelusznik.
- A gdzie napiwek? - Spytała spoglądając na bruneta.
- Dosyć tego. - Wstał od stołu. - Korzystając z takiej obsługi nie liczyłbym na powodzenie owego miejsca. - Skierował się w stronę drzwi. - Ja na pewno tutaj nie wrócę.
- Nie musisz... I tak nikt nie będzie za tobą tęsknić. - Powiedziała uśmiechając się lisio.


Głosuj (0)

moona 21:32:22 11/12/2012 [Powrót] Komentuj











Strona Główna

Zajrzało:487

Księga Gości (0)
Dodaj do Księgi




Dodaj do Ulubionych

its-my-bankai


Ulubieni


Linki i stronki


Archiwum
2012
Grudzień